Patagonia to marka, która od lat buduje swój wizerunek nie tylko na jakości ubrań, ale przede wszystkim na bezkompromisowej walce o środowisko. Z kolei Pattie Gonia (właściwie Wyn Wiley) to popularna w mediach społecznościowych drag queen, która również promuje ekologię, organizując inkluzywne wycieczki górskie. Wydawałoby się, że mają wspólny cel. Jednak w styczniu 2026 roku przyjaźń się skończyła – Patagonia złożyła pozew w sądzie federalnym w Kalifornii, oskarżając artystkę o naruszenie znaku towarowego.
O co poszło? Oczywiście o markę. Pseudonim „Pattie Gonia” fonetycznie brzmi niemal identycznie jak „Patagonia”. Co więcej, artystka zaczęła sprzedawać własne gadżety i ubrania z logo, które – zdaniem firmy – jest łudząco podobne do słynnego górskiego krajobrazu z logo marki odzieżowej.
W prawie własności intelektualnej parodia jest dozwolona i często chroniona jako wyraz wolności artystycznej. Możesz śmiać się z marki, przerabiać jej logo w celach satyrycznych czy krytycznych. Problem pojawia się w momencie, gdy zaczynasz na tym zarabiać, sprzedając towary konkurencyjne.
Prawnicy Patagonii argumentują, że Pattie Gonia przekroczyła tę cienką czerwoną linię. W pozwie wskazano, że artystka złamała wcześniejsze porozumienie z firmą. Choć początkowo marka przymykała oko na działalność aktywistki (a nawet ją wspierała!), sytuacja zmieniła się, gdy Pattie Gonia złożyła wniosek o rejestrację własnego znaku towarowego i ruszyła ze sprzedażą szerokiej gamy produktów.
Patagonia twierdzi, że nie może pozwolić na „rozwodnienie” swojej marki. Jeśli klienci zaczną mylić produkty oficjalne z gadżetami drag queen, renoma budowana przez 50 lat może ucierpieć. Firma podkreśla: „Nie możemy wybiórczo egzekwować naszych praw w zależności od tego, czy zgadzamy się z poglądami danej osoby”.
Co ciekawe, Patagonia nie chce zniszczyć finansowo aktywistki. Firma domaga się odszkodowania w wysokości zaledwie 1 dolara. To jasny sygnał: nie chodzi o pieniądze, ale o zasady i odzyskanie kontroli nad marką. Głównym celem pozwu jest uzyskanie zakazu sądowego, który zmusi Pattie Gonia do zaprzestania używania spornej nazwy i logo w celach komercyjnych.
Dla prawników to fascynujący przypadek. Z jednej strony mamy potężną korporację, z drugiej – artystę działającego w słusznej sprawie (ekologia, prawa LGBTQ+). Jednak z punktu widzenia prawa znaków towarowych, intencje mają drugorzędne znaczenie. Liczy się to, czy konsument może zostać wprowadzony w błąd.
Sprawa Patagonia vs. Pattie Gonia to przestroga dla wszystkich twórców internetowych, influencerów i założycieli małych marek. Budowanie wizerunku w oparciu o grę słów nawiązującą do znanej firmy jest świetnym sposobem na szybkie zdobycie uwagi. Jednak w momencie, gdy taki projekt przekształca się w realny biznes ze sklepem internetowym, żarty się kończą.
Warto pamiętać, że nawet firmy o bardzo prospołecznym i „luźnym” wizerunku, jak Patagonia, mają sztaby prawników, których zadaniem jest bezwzględna ochrona własności intelektualnej. Zanim zainwestujesz w towar z logo nawiązującym do giganta, skonsultuj się z rzecznikiem patentowym. Może się okazać, że Twoja parodia to w świetle prawa zwykłe naruszenie.
Czy Pattie Gonia będzie musiała zmienić pseudonim? Decyzja należy do sądu, ale historia uczy, że w starciu z korporacyjnym znakiem towarowym parodia handlowa rzadko wygrywa. Będziemy na bieżąco śledzić ten spór i informować Was o wyroku na blogu.
Warto pamiętać, że nawet firmy o bardzo prospołecznym i „luźnym” wizerunku, jak Patagonia, mają sztaby prawników, których zadaniem jest bezwzględna ochrona własności intelektualnej. Zanim zainwestujesz w towar z logo nawiązującym do giganta, skonsultuj się z rzecznikiem patentowym. Może się okazać, że Twoja parodia to w świetle prawa zwykłe naruszenie.
Wypełnij formularz, a my odezwiemy się do Ciebie w ciągu najbliższych 1-2 dni roboczych ze wstępną wyceną.