Wniosek o wygaszenie praw do znaku towarowego „Twitter” nie wpłynął od
przypadkowego gracza. Za inicjatywą stoi start-up o nazwie Operation Bluebird,
mający swoją siedzibę w Virginii. Co ciekawe, jego prawnikiem jest Stephen Coates
– człowiek, który w przeszłości sam stał na straży marki Twitter, pracując dla niej jako
prawnik ds. znaków towarowych. Coates, znający mechanizmy ochrony tej marki od
podszewki, postanowił wykorzystać moment, w którym – jego zdaniem – dawny
właściciel abdykował. Operation Bluebird nie ukrywa swoich zamiarów: chcą przejąć
prawa do słów „Twitter” oraz „tweet”, aby wykorzystać je dla swojej nowej platformy
społecznościowej, która ma funkcjonować pod adresem „twitter.new”. To sytuacja
bez precedensu, w której dawny pracownik wykorzystuje bierność korporacji, by
przywrócić życie marce, którą ta korporacja uśmierciła.
Kluczem do zrozumienia tego sporu jest pojęcie „abandonment”, czyli porzucenia
znaku towarowego. W prawie własności intelektualnej posiadanie zarejestrowanego
znaku to nie tylko przywilej, ale i obowiązek jego używania. Argumentacja Operation
Bluebird jest prosta i, na pierwszy rzut oka, logiczna. Skoro Elon Musk w 2023 roku
publicznie ogłosił „pożegnanie z marką Twitter i wszystkimi ptakami”, a serwis
przeszedł rebranding na X, usuwając stare logo i zmieniając domenę, to doszło do
trwałego zaprzestania używania znaku. Wnioskodawcy twierdzą, że X Corp wręcz
„wykorzenił” markę Twitter ze swoich produktów, usług i marketingu. Dla laika sprawa
wydaje się oczywista: jeśli wyrzucasz stary telewizor na śmietnik, sąsiad może go
wziąć. W świecie znaków towarowych musisz jednak udowodnić, że właściciel nie
ma zamiaru do znaku wrócić.
Mimo że X Corp usunął niebieskiego ptaka ze strony głównej i aplikacji, od strony
formalnej sprawa nie jest tak czarno-biała. Prawnicy Elona Muska zadbali o to, by w
dokumentach panował porządek. W zeszłym roku Urząd Patentów i Znaków
Towarowych Stanów Zjednoczonych (USPTO) zatwierdził wniosek o odnowienie
rejestracji znaku Twitter, złożony przez X Corp. Oznacza to, że formalnie firma wciąż
rości sobie prawa do tej nazwy. To klasyczny przykład tak zwanego „defensive
trademark” – utrzymywania znaku nie po to, by go używać, ale po to, by zablokować
konkurencję. X Corp nie skomentowało jeszcze oficjalnie wniosku Operation
Bluebird, ale można się spodziewać, że linia obrony będzie opierać się na
twierdzeniu, iż konsumenci wciąż kojarzą słowo „Twitter” z ich platformą, nawet jeśli
nazywa się ona teraz X.
Eksperci są podzieleni, choć widzą dla X Corp spore przeszkody. Josh Gerben,
niezależny prawnik specjalizujący się w prawie własności intelektualnej, zauważa, że
X będzie miał trudności z obroną praw do znaków, których faktycznie nie używa w
obrocie komercyjnym. Jednak prawo własności intelektualnej to gra na wielu
poziomach. Nawet jeśli Operation Bluebird skutecznie doprowadzi do wygaszenia
rejestracji, X Corp może próbować blokować ich działania na podstawie przepisów o
nieuczciwej konkurencji lub renomie dawnej marki. Spór ten będzie fascynującym
testem tego, czy giganci technologiczni mogą „chomikować” marki, które sami
publicznie uśmiercili. Dla nas, obserwatorów, to lekcja, że w biznesie słowa (i tweety)
mają swoją prawną wagę.
Wypełnij formularz, a my odezwiemy się do Ciebie w ciągu najbliższych 1-2 dni roboczych ze wstępną wyceną.