W świecie ochrony własności intelektualnej rzadko zdarzają się sytuacje, w których prawo do znaku towarowego staje się elementem wielkiej gry politycznej. Jak donosi agencja The Associated Press, organizacja The Trump Organization złożyła oficjalne wnioski o rejestrację nazwiska byłego prezydenta USA w kontekście usług lotniskowych. Sprawa nabrała tempa po medialnych doniesieniach, jakoby Donald Trump osobiście zabiegał o zmianę nazw kluczowych obiektów, takich jak stacja Penn Station w Nowym Jorku czy Międzynarodowe Lotnisko Waszyngton-Dulles. Według nieoficjalnych informacji, zmiana nazw na cześć polityka miała być kartą przetargową w negocjacjach dotyczących finansowania projektów infrastrukturalnych. Choć brzmi to jak scenariusz filmu, w rzeczywistości zmusiło to prawników Trumpa do podjęcia szybkich kroków w celu zabezpieczenia marki osobistej prezydenta przed nieautoryzowanym użyciem przez osoby trzecie.
Firma zarządzana przez synów prezydenta, Donalda Juniora i Erica Trumpów, skierowała dokumenty do Urzędu Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych (USPTO). Wnioski dotyczą ochrony takich nazw jak „President Donald J. Trump International Airport”, „Donald J. Trump International Airport” oraz krótkiego skrótowca „DJT”. Co ciekawe, w oficjalnym oświadczeniu firma podkreśliła, że nie zamierza czerpać z tego tytułu żadnych korzyści finansowych, takich jak tantiemy czy opłaty licencyjne. Głównym celem jest czysta ochrona wizerunku i nazwiska, które – jak twierdzą przedstawiciele organizacji – jest obecnie najczęściej naruszanym znakiem towarowym na całym świecie.
Rejestracja nazwiska jako znaku towarowego zawsze budzi emocje. W przypadku osób tak rozpoznawalnych jak Donald Trump, nazwisko przestaje być tylko oznaczeniem osoby, a staje się potężną marką o charakterze renomowanym. Problem pojawia się wtedy, gdy nazwa ta ma dotyczyć obiektów użyteczności publicznej. Przeciwnicy polityczni Trumpa, w tym liderzy Partii Demokratycznej, ostro skrytykowali te próby, nazywając je działaniami czysto wizerunkowymi. Z punktu widzenia prawa własności przemysłowej sytuacja jest jednak bardziej złożona – właściciel znaku ma prawo decydować o tym, w jaki sposób jego marka jest kojarzona, zwłaszcza jeśli istnieje ryzyko, że ktoś inny mógłby próbować zarabiać na tym nazwisku bez zgody rodziny.
Cała sprawa ma też swój wątek w mediach społecznościowych. Sam Donald Trump na platformie Truth Social zaprzeczył niektórym doniesieniom dotyczącym Penn Station, sugerując, że inicjatywa wyszła od lokalnych polityków i związków zawodowych. Bez względu na to, kto rzucił pierwszy pomysł, wnioski w urzędzie patentowym są faktem. Pokazują one, że w dzisiejszych czasach ochrona własności intelektualnej musi obejmować każdy możliwy kanał ekspansji marki – nawet ten związany z lotnictwem i transportem publicznym. USPTO stoi teraz przed trudnym zadaniem oceny, czy nazwisko prezydenta w tym konkretnym kontekście może zostać zastrzeżone jako wyłączny znak towarowy.
Przykład Donalda Trumpa pokazuje, że o ochronie nazwiska warto myśleć znacznie wcześniej, zanim stanie się ono przedmiotem publicznych sporów. Choć większość z nas nie planuje nazywać lotnisk swoim imieniem, to w świecie biznesu nazwisko często jest naszym najcenniejszym kapitałem.
Wypełnij formularz, a my odezwiemy się do Ciebie w ciągu najbliższych 1-2 dni roboczych ze wstępną wyceną.